«

»

Sty 02 2016

Droga Trolli

Mieliśmy spory problem z tym wpisem i długo nie mogliśmy się do niego zabrać – kompletnie nie mieliśmy pomysłu jak opisać miejsca w których byliśmy, ale których tak naprawdę nie widzieliśmy… Najgorsza pogoda w czasie całego wyjazdu: deszcz, mgła gęsta jak mleko i nisko wiszące chmury sprawiły, że hity takie jak Droga Trolli stały się praktycznie niewidoczne a zaplanowany trekking w ogóle nie wypalił, co mocno popsuło nam humory. Ogólnie był to dzień wielu rozczarowań i wymuszonych przez pogodę zmian w planach, no cóż Trolle chyba nas nie polubiły…

Trollstigen

Trollstigen – czyli Droga Trolli, a dosłownie tłumacząc Drabina Trolli to zdecydowanie jedna z najatrakcyjniejszych tras samochodowych na świecie składająca się z 11 ostrych zakrętów (większość pod kątem 180 stopni) wiodących nad przepaściami. Średnie nachylenie drogi wynosi 9%, ale wbrew wielu opiniom przejazd nią absolutnie nie stanowi żadnego wyzwania – jezdnia jest szeroka i łatwa do pokonania dla samochodów osobowych. Budowa drogi trwała osiem lat i otwarto ją w 1936 r. – patrząc na nią z góry z odpowiedniej perspektywy wydaje się tworzyć drabinę stąd też nazwa Drabina Trolli.

Z Alesund wyruszyliśmy wcześnie rano by po jakichś 1,5 h w miejscowości Linge dojechać (już po raz drugi w czasie pobytu) do Narodowego Szlaku Turystycznego Geiranger – Trollstigen. Za Linge i Valldal droga znad fiordu poprowadziła nas w góry wprost do krainy trolli 😉 Krótką przerwę zrobiliśmy sobie przy wąwozie Gudbrandsjuvet gdzie rzeka Valldøla z ogromnym hukiem przebija się przez wysoki na 25 metrów i wąski na 5 m jar. Dzięki całemu systemowi połączonych kładek miejsce podziwiać można w pełnej krasie z różnych perspektyw.

Gudbrandsjuvet Gudbrandsjuvet

Trollstigen Trollstigen

My jednak myślami byliśmy już w następnym miejscu – Drabinie Trolli dlatego ani rzeka ani wąwóz nie zachwyciły nas jakoś specjalnie. Coraz bardziej też niepokoiła nas gęsta mgła unosząca się kilkaset metrów nad nami i zaczęliśmy obawiać się, że brak widoczności w wyższych partiach gór może pokrzyżować nam plany. Po kilkunastu kilometrach dojechaliśmy wreszcie do miejsca gdzie kończy się lub zaczyna (jak dla nas) Droga Trolli. Miejsce to zwane jest Stigrøra (852 m n.p.m.) i leży w najwyższym punkcie trasy na płaskowyżu – mamy tu spory parking, sklep i restaurację. Jednak to co najważniejsze w tym miejscu to „wisząca” niemal w powietrzu platforma widokowa z której przy normalnych warunkach pogodowych widać jak na dłoni całą Drogę Trolli wraz z doliną Isterdalen, aż po fiord w Andalsnes. Niestety mieliśmy pecha, bo widoki te mogliśmy podziwiać co najwyżej w wyobraźni, mgła była idealnie na wysokości platformy i absolutnie nic nie było widać. Spędziliśmy długie minuty stojąc na platformie i uparcie czekając na dziury w chmurach aby zrobić choć jedną fotkę. Nie zobaczyliśmy jednak otaczających gór o ciekawych nazwach jak Kongen (Król – 1614 m), Droningen (Królowa – 1544 m) i Bispen (Biskup – 1462 m), a i sama Droga Trolli prezentowała się jakoś byle jak i nieciekawie. Na szczęście zjeżdżając w dół widoczność zaczęła się poprawiać i wreszcie udało nam się zobaczyć widoki, których z góry mogliśmy się tylko domyślać.

Trollstigen Trollstigen Trollstigen Trollstigen Trollstigen Trollstigen Trollstigen Trollstigen

Z parkingu w Stigrøra można wyruszyć pieszo szlakiem Kløvstien w dół doliny Isterdalen, do jeziora Bispevatnet lub przez ośnieżone szczyty do Trollveggen. Planowaliśmy „zaliczyć” jeden ze szlaków jednak ze względu na pogodę uznaliśmy, że nie ma to żadnego sensu – widoczność zerowa a my byliśmy już wystarczająco przemarznięci. Skierowaliśmy się zatem w kierunku Andalsnes, ale po drodze obowiązkowo musieliśmy zrobić jeszcze dwie rzeczy – zdjęcie unikalnego w świecie znaku „Uwaga Troll” (na parkingu u podnóża Trollstigen) oraz zobaczyć z dołu Trollveggen.

Trollstigen Trollstigen

Trollveggen czyli Ściana Trolli to najwyższa pionowa skalna ściana w Europie wznosząca się na wysokość 1800 m od podstawy doliny z czego 1000 m to niemal pionowy odcinek z 50 m przewieszeniem. Najlepsze miejsce z którego widać ścianę od dołu to parking w Horgheimseidet przy drodze między Andalsnes w kierunku Dombas w dolinie Romsdalen. Niestety Trollveggen schowało się przed nami w ciemnych chmurach…

Trollveggen Trollveggen Trollveggen

Trollveggen i dolinę Romsdalen podziwiać można jeszcze ze szczytu położonej naprzeciw Litlefjellet (Mała Góra – 780 m). Góra ta leży na końcu doliny Vengedalen, a wspinaczka na nią zajmuje jedynie 15-20 min. Tą trasę również mieliśmy w planach i po raz kolejny tego dnia ze smutkiem zrezygnowaliśmy z trekkingu ze względu na pogodę. Widzieliśmy jednak piękne, niesamowite zdjęcia z Litlefjellet i z całego serca wszystkim, którzy będą w tym miejscu (przy dobrej pogodzie) radzimy zaplanować więcej czasu na Trollveggen 🙂

W końcu dojechaliśmy do miejscowości Andalsnes nad Romsdalsfjordem otoczonej pięknymi i imponującymi górami. I tu kolejna zmiana planów – z wycieczki na pobliską górę Nesaksla nici… mgła ani na chwilę nie ustępowała. Z góry przy normalnej pogodzie mamy niesamowity widok na Andalsnes, Romsdalfjord i okoliczne góry. Zadowoliliśmy się tylko krótkim spacerem po miejskiej plaży.

Andalsnes Andalsnes

W taki to sposób jednego dnia straciliśmy aż trzy zaplanowane punkty ze szczegółowo opracowanego programu, a to co udało nam się zobaczyć nie do końca odpowiadało naszym oczekiwaniom – norweska pogoda pokazała nam swoje nieprzewidywalne i zmienne oblicze. Było dopiero południe i nie pozostało nam nic innego jak ruszyć dalej w kierunku Molde i Drogi Atlantyckiej – choć pierwotnie nie byliśmy pewni czy dotrzemy tam jeszcze tego samego dnia.

Do stolicy Møre og Romsdal czyli do Molde dotarliśmy w 2 h. Cała droga wiodła dookoła fiordu oraz przez ostatnią dla nas w Norwegii przeprawę promową AfernesSolsnes. Mimo wciąż utrzymującej się złej pogody widoki były rewelacyjne. Samo Molde nie jest może zbyt interesujące – sporo ucierpiało podczas II wojny światowej – jednak wśród wielu innych wyróżnia się położonym nad miastem punktem widokowym Varden z którego rozpościera się wprost niewiarygodna panorama na 222 szczyty Alp Sunnmore, fiord oraz samo Molde. Chociaż słońce i błękitne niebo sprawiłyby pewnie, że widoki byłyby jeszcze piękniejsze to jednak pierwszy raz tego dnia nie żałowaliśmy ich braku – posępne chmury dodawały temu miejscu dramatyzmu i niesamowitego klimatu.

Romsdalfjord Romsdalfjord Molde, Varden Molde, Varden Molde, Varden Molde, Varden Molde, Varden

Z Molde ruszyliśmy w kierunku sławnej Drogi Atlantykiej będącej zarazem najbardziej wysuniętym na północ punktem naszego pobytu w Norwegii – nasze wrażenia stamtąd w kolejnym wpisie 🙂

6 Komentarzy

Skip to comment form

  1. AnotherDesire

    Piękne widoki *_*
    Zazdroszczę, ponieważ marzy mi się Norwegia *_*
    Pozdrawiam serdecznie!
    http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/

  2. marianna

    wow cccccccccccccccccccccccxz

  3. kamil

    kolego pisząc że to łatwa trasa chybo nie jechałeś po niej autobusem albo do geiranger gdzie ominięcie się autobusami to wyczyn

    1. Maciek

      Kolego nawet nie chyba, ale na pewno nie jechałem autobusem… a jakbyś czytał uważnie to napisałem „jezdnia jest szeroka i łatwa do pokonania dla samochodów osobowych”
      Skąd pomysł aby pisać o autobusach?

  4. Marta

    Wybieramy się już niebawem. Chciałam podpytać, w jakim okresie tam byliście? To była już jesień? Wrzesień? Październik?

    1. Maciek

      Nie, nie to było zdecydowanie lato – dokładnie 29.07

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>