«

Cze 25 2017

Maskat i omańskie wybrzeże

Oman to idealny kompromis pomiędzy zwolennikami leżenia na słońcu i wyczynowcami, bo oprócz katalogu idealnych plaż mamy też okazje wylać siódme poty w czasie trekkingu po górach lub odczuć emocje rodem z rajdu Paryż – Dakar jadąc po pustyni. To wszystko było w naszych planach, ale spotkanie z Omanem postanowiliśmy zacząć od morza, a dokładniej od leniwego wygrzewania się na piaszczystych i pustych plażach, bo chociaż kochamy aktywny wypoczynek to kto odmówi leniwej włóczędze od plaży do plaży i kąpieli w idealnie lazurowej wodzie? Wolni od zobowiązań początek urlopu postanowiliśmy poświęcić na błogie „nicnierobienie”, poszukiwanie najlepszego miejsca na plażowanie i  najlepszej miejscówki na nocleg koniecznie z widokiem na ocean 🙂 W końcu linia brzegowa Omanu to ponad dwa tysiące kilometrów, wiec nie ma problemu aby każdy znalazł tam swoją rajską plażę, a może przy okazji zobaczył też niezwykłe widowisko – żółwice składające jaja, bo Oman to miejsce lęgowe aż czterech z siedmiu żyjących na świecie gatunków żółwi morskich.

Zanim obraliśmy kurs na wybrzeże chcieliśmy zobaczyć jedną z największych atrakcji Maskatu czyli słynny Wielki Meczet Sułtana Kabusa (Sultan Qaboos Grand Mosque). Kontrast pomiędzy bielą marmurów, idealnie niebieskim niebem i zielenią wypielęgnowanych trawników robi naprawdę duże wrażenie, a jeszcze większe znajdujący się w głównej sali modlitewnej, wykonany ze złota i kryształków Swarovskiego, żyrandol ważący 11 ton. Meczet czynny jest tylko w godzinach przedpołudniowych (8-11) i jak w każdym tego typu obiekcie trzeba przestrzegać lokalnego „dress codu” – „miła” pani przy samym wejściu, nie znoszącym sprzeciwu gestem wskazała na nasze podwinięte rękawy i rozpięte guziki przy szyi – grzecznie zapieliśmy i zasłoniliśmy wszystko co się da i dopiero mogliśmy przekroczyć progi meczetu. Na szczęście pomimo upałów wewnątrz znaleźć można było zacienione miejsca gdzie było odrobinę  chłodniej i wiał przyjemny wiaterek.

sdr

Jeżeli chcecie kupić jakąś pamiątkę z Omanu to tylko na położonym w pobliżu stolicy Omanu suku w Matrah (Muttrah Souk) i koniecznie wieczorem. Słońce w Omanie zachodzi około 18, więc w oczekiwaniu na jego zachód wytracaliśmy czas przy Comiche czyli dwukilometrowej nadmorskiej promenadzie, gdzie wieczory lubią spędzać także Omańczycy. Parkują swoje idealnie białe suvy i całymi rodzinami, obładowani jedzeniem polegują na trawnikach i ławeczkach odpoczywając wreszcie od codziennego skwaru. Gdy wejście do suku rozbłysło wreszcie lampionami udaliśmy się podekscytowani na zakupowe łowy. Miejsce to porównać można do baśniowej jaskini Alibaby gdzie znaleźć można najróżniejsze skarby i wszystko to z czego słynie Oman – wodę różaną, kadzidła, przyprawy daktyle, kaszmirowe i jedwabne szale, niezwykłą biżuterie, ale też pełno chińskiej tandety. Suk w Matrah to idealne miejsce dla specjalistów od targowania – znajdą tam godnych siebie przeciwników, ale gra jest warta świeczki bo ceny można zbić nawet o więcej niż połowę.

Z Maskatu ruszyliśmy już prosto na wybrzeże gdzie przejechaliśmy około 300 kilometrowy fragment omańskiego wybrzeża, aż do Ras al Jinz. Mieliśmy kilka ustalonych celów jak Bandar Al Khayran, słynna White Beach w pobliżu Fins, Sur, Ras al Hadd, ale większość czasu i tak spędzaliśmy w zupełnie przypadkowych miejscach, tym sposobem trafiliśmy na naszą  „rajską” plaże  – długą, piaszczystą do tego idealnie przejrzysta, lazurowa woda w której moczyliśmy się godzinami, a za jedyne towarzystwo mieliśmy lokalnych rybaków. Na koniec udaliśmy się na najbardziej na wschód wysunięte miejsce na Półwyspie Arabskim – Ras al Jinz. Piaski tamtejszych plaż wybrały sobie za miejsce lęgowe żółwie morskie i tam też został utworzony rezerwat chroniący te niezwykłe stworzenia. Na terenie rezerwatu nocne podglądanie żółwi możliwe jest tylko z przewodnikami w ograniczonych liczebnie grupach, zrobienie zdjęć jest praktycznie niemożliwe gdyż obowiązuje całkowity zakaz używania lamp błyskowych i latarek, ponieważ ich światło mogło by zdezorientować  gady i nie trafiły by z powrotem do oceanu. Gdy tylko dojechaliśmy do pobliskiego Ras al Hadd od razu zaczęli się kręcić wokół nas wszelkiej maści nagabywacze i pseudo przewodnicy oferujący swoje usługi poza rezerwatem, niektórzy nawet aby uwiarygodnić swoje usługi w plastikowych wiaderkach mieli malutkie żółwiki! (straszne). Zniechęceni tym zachowaniem odrzuciliśmy również ofertę rejsu łodzią w poszukiwaniu delfinów i pływających na otwartym morzu żółwi, czego teraz chyba żałujemy, bo ostatecznie uważamy, że podziwianie tych zwierząt w ich naturalnym środowisku jest o wiele lepsze niż bieganie po ciemku po plaży.

Porady praktyczne:

– ze względu na wysokie temperatury i palące słońce polecamy kupić parasol plażowy ( my kupiliśmy w Maskacie w Carrefour za ok. 50pln) inaczej długo nie wytrzymamy na plaży

– opalanie w bikini możliwe tylko na bezludnych plażach, wszędzie tam gdzie są lokalsi konieczne jest zasłonięcie ciała ( w pobliżu „plażujących” kobiet w nikabach, można poczuć się niezręcznie nawet w koszulce z krótkim rękawem )

– campingowanie „na dziko” dozwolone jest w całym Omanie więc gdy tylko  widzieliśmy jakieś ładne miejsce na nocleg bez wahania rozbijaliśmy nasz namiot

– już pierwszej nocy zauważyliśmy, że miejscowi zjeżdżają się po zmroku na okoliczne plaże, rozpalają ogniska i siedzą przy nich często do późnych godzin nocnych – początkowo czuliśmy się niezbyt komfortowo i bezpiecznie, ale szybko zorientowaliśmy się, że to lokalna forma spędzania czasu i nic nam nie grozi (zdarzały się również nocne patrole policji kontrolujące dzikie plaże)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>