«

»

Cze 07 2014

Siem Reap i „pływające wioski”

Podróże, oprócz oczywistych zalet jak wypoczynek czy poznawanie nowych miejsc, poszerzają pole naszej wrażliwości i świadomości. Brzmi to trochę jak szkolna formułka, ale z każdym kolejnym miejscem przekonujemy się, że to prawda. Nasza wiedza na temat tego co dzieje się w mniej lub bardziej dalekich rejonach świata okazuje się często płytka i powierzchowna i właśnie podróżując mamy okazje ją zgłębić, przeżyć i „dotknąć” wydarzeń i historii, które nie mogą pozostawić obojętnym. Wybierając się na wycieczkę na „pływające wioski” nawet nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak poruszające wydarzenie i paradoksalnie wcale nie dzięki samym wioskom, a tym co działo się dookoła.

pływające wioskiWiększość turystów przybywających do Kambodży w celu zobaczenia Angkor zatrzymuje się w niewielkim miasteczku Siem Reap – jednym z najbardziej znanych w Kambodży. Zrobiło ono na nas bardzo dobre wrażenie, zbudowane w kolonialnym stylu z eleganckimi sklepami, restauracjami i hotelami. Supermarkety pełne „europejskich” towarów w horrendalnych cenach (ale jak po dwóch tygodniach jedzenia ryżu zamarzy się w końcu pączek, można zapłacić za niego naprawdę dużo). Wspomniane już w poprzednich wpisach Pub Street po zmroku tętni życiem i głośną muzyką. Ceny są tam jednak kilkukrotnie wyższe niż gdzie indziej – w czasie całego pobytu w Azji zjedliśmy tam swój najdroższy posiłek. Dzień później odkryliśmy, że obok naszego hotelu była mała, niepozorna garkuchnia wypełniona tubylcami gdzie jedzenie było pyszne i tanie a atmosfera niezapomniana. Po raz kolejny potwierdziła się zasada, że z dala od utartych turystycznych szlaków można zjeść najlepiej i najtaniej.

pływające wioski1 pływające wioski2 pływające wioski3Jak to zwykle bywa w przypadku miejscowości silnie rozwiniętych turystycznie nie są one reprezentatywne i nie mają nic wspólnego z realnym życiem mieszkańców. Przekonaliśmy się o tym gdy zdecydowaliśmy się na wycieczkę na „pływające wioski” na jeziorze Tonle Sap. Szczerze mówiąc to długo zastanawialiśmy się czy w ogóle zdecydować się na tą podróż ponieważ w internecie pełno jest sprzecznych opinii, że to skomercjalizowana bieda, naciąganie i generalnie nic ciekawego. Ale z drugiej strony będąc w Sieam Reap i nie zobaczyć „pływających wiosek”… Po podjęciu ostatecznej decyzji planowaliśmy udać się do przystani promowej Chong Kneas na własną rękę i kupić bilet na statek. Jednak organizując sobie powrót do Bangkoku w najbliższej agencji turystycznej okazało się, że tańszą opcją będzie jednak pojechanie na zorganizowaną wycieczkę (koszt dla nas obojga to 33 USD) – tym bardziej, że w programie były dodatkowe extrasy. W busie okazało się, że będziemy podróżować razem z dwoma sympatycznymi Włochami, z których jeden przez trzy lata mieszkał w Gdańsku ze swoją dziewczyną Polką (świat jest naprawdę mały). Po kilku minutach jazdy miał miejsce pierwszy przystanek w Muzeum Wojny. Miejsce to stało się pretekstem do opowiedzenia przez naszego przewodnika dramatycznej i burzliwej historii Kambodży, szczególnie okresu panowania Pol Pota i Czerwonych Khmerów, którzy kilkadziesiąt lat temu, w imię utopijnej wizji zamordowali ponad jedną czwartą mieszkańców kraju. Aby zbudować społeczeństwo równości wprowadzono barbarzyński terror, zamykano szkoły, przesiedlano przymusowo na wieś, odbierano dzieci rodzicom, wycofano z obiegu pieniądze, zabijano i stosowano okrutne tortury wobec wrogów kolektywizacji. Do tej pory nie rozliczono się z bolesną przeszłością, dyktatorzy nigdy nie odpowiedzieli za swoje winy – Pol Pot zmarł ze starości w jednej ze swych kryjówek, a wielu jego bliskich współpracowników do tej pory zasiada w rządzie i cieszy się płynącymi z tego przywilejami. Obecnie jednym z największych problemów Kambodży jest szerząca się korupcja, obejmująca również szkolnictwo, które tylko w teorii jest bezpłatne, dlatego też tyle dzieci pracuje zamiast się uczyć, ich rodziców po prostu nie stać na posłanie ich do szkoły (była to odpowiedź na pytanie, które sobie często zadawaliśmy zwiedzając Angkor „dlaczego dzieci nie są w szkole?”). Historia opowiedziana twarzą w twarz przez jej bezpośredniego uczestnika nie miała w sobie nic z suchych faktów, które można wyczytać w książkach czy internecie i mocno nas poruszyła.

Zaraz po Muzeum Wojny następna niespodzianka – Centrum Rzemiosła Artystycznego w której młodzi uczniowie poznają tradycyjną technikę rzeźby w kamieniu i drewnie – dokładnie taką samą jaką stosowano setki lat temu przy tworzeniu Angkor Wat. Centrum ma za cel aktywizację zawodową mieszkańców prowincji i jest sponsorowana w dużej mierze przez Francuzów. Efekty ich pracy można kupić w sklepie znajdującym się na terenie obiektu, niestety w cenach wielokrotnie przekraczających nasze możliwości finansowe.

Nie ukrywamy, że to co miało być tylko dodatkiem do wycieczki stało się jej bardzo ważnym elementem i skorzystanie z biura było dobrą decyzją. Po wszystkich niespodziankach ruszyliśmy w końcu w kierunku przystani, a gdy tylko wyjechaliśmy z miasta otoczył nas zupełnie inny świat – pełen biedy i ubóstwa, chatek skleconych z byle czego, bez prądu i wody czyli rzeczywistość mieszkańców Kambodży. Zastanawialiśmy się jak można żyć w takich warunkach, zaraz jednak zadaliśmy sobie pytanie czy nie jest to też kwestia naszego, „zachodniego” postrzegania ich sytuacji, może widzimy ich życie jako znacznie gorsze niż jest dla nich samych… Ich uśmiechy, żywiołowość i otwartość którą emanują, pokazują że mimo świata który ich otacza i historii która ich prześladuje można zachować pogodę ducha. Samo jezioro Tonle Sap jest niezwykłym zjawiskiem natury, jego powierzchnia w porze deszczowej wzrasta z 250 kilometrów kwadratowych do 12 000, a głębokość z dwóch metrów do dwunastu! Jezioro jest wielkim zbiornikiem wyrównawczym chroniącym całą deltę Mekongu przed powodzią. Tubylcy dostosowali się do tych zmiennych warunków budując domy na bambusowych palach i tratwy służące im za domy, szkoły, a nawet kościoły. Całe życie mieszkańców tego rejonu toczy się na wodzie, jezioro jest ich głównym środkiem utrzymania i pożywienia – w Tonle Sap łowi się 230 tys. ton ryb rocznie.

pływające wioski4 pływające wioski5 pływające wioski6 pływające wioski8 pływające wioski7 pływające wioski9 pływające wioski10 pływające wioski11 pływające wioski12 pływające wioski pływające wioski13 pływające wioski14Ostatni dzień w Kambodży obfitował w wiele emocji, wyrwał ze strefy komfortu, ale też rozbudził nasz apetyt na więcej. Więcej prawdziwej Kambodży z dala od tych najbardziej znanych, turystycznych szlaków.

3 Komentarze

  1. Mirek

    Byłem tam kilka dni temu. Nic się nie zmieniło 🙂

  2. Kinga

    Witam 🙂
    W jakiej agencji turystycznej mozna kupic te wycieczke, bilety powrotne do Bankoku , ma ktos alktualne ceny ?
    Czy warto kupic wczesniej bilety lotnicze Siem Reap-Bankok ?

    Kiedy najlepiej leciec do Kambodży ?

    1. Maciek

      1. nazwy agencji nie pamiętam – jest ich pełno i wszędzie są podobne ceny
      2. najlepiej trafić na promocję, a te są wcześniej zdecydowanie; generalnie nie ma co czekać do ostatniej chwili; trzeba obserwować cierpliwie ceny …
      3. termin wyjazdu tak jak do Tajlandii – od końca listopada do lutego; wcześniej pora deszczowa, później straszne upały

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>