«

»

Mar 07 2015

U Bein Bridge – pierwszy dzień w Myanmar

Tanaka, longyi i betel – to słowa, które chyba najczęściej przewijały się w opisach Birmy i chociaż czytaliśmy o nich w przewodnikach i na blogach to do wyjazdu pozostały lekko obce i tajemnicze. Tanaka – czyli żółtawa pasta powstała ze sproszkowanej kory drzewa tanaka, którym kobiety i dzieci smarują twarz w celu ochrony przed słońcem i pielęgnacji. Longyi to z kolei tradycyjny strój birmański, kawałek zszytego w komin materiału przewiązanego w pasie w fantazyjny węzeł w którym chodzą dosłownie wszyscy. Betel natomiast to liście pieprzu betelowego – używka znana od starożytności mająca działanie pobudzające, którą żują i dorośli i dzieci, sprawiając, że ich uśmiechy są krwistoczerwone i lekko upiorne. Już po wyjściu z samolotu przekonaliśmy się, że nie jest to żaden lokalny folklor ani atrakcja pod turystów, ale tamtejsza codzienność i coś z czym Birma będzie już kojarzyła nam się zawsze.

tanaka longyibetelNasz pierwszy przystanek w Birmie to Mandalay, jednak nie ono było naszym celem tylko położona niedaleko Amarapura, a dokładniej U Bein Bridge czyli najdłuższy na świecie most tekowy (1,2km) na jeziorze Taungthaman – tworzący jeden z najbardziej znanych i charakterystycznych widoków w Birmie. Mandalay musieliśmy sobie odpuścić – ze względu na ograniczony czas, przegrało w konkurencji z innymi atrakcjami. Zaraz po dotarciu do hotelu, posiłku na szczycie budynku z piękną panoramą niezbyt urodziwego miasta nie traciliśmy czasu i ruszyliśmy na osławiony most aby zdążyć na zachód słońca.

MandalayMandalayMandalayPostanowiliśmy nie brać taksówki tylko pojechać transportem „publicznym” czyli po prosty pickupem razem z tubylcami. Teraz zastanawiamy się co było większą atrakcją tamtego dnia – sama podróż czy zachód słońca w Amarapura… W samochodzie byliśmy jedynymi turystami i współpasażerowie zerkali na nas z przyjaznym zaciekawieniem, a gdy nasze spojrzenia się krzyżowały, nie odwracali głów z wystudiowaną obojętnością charakterystyczną dla ludzi zachodu tylko szeroko się uśmiechali na co nie sposób było nie odpowiedzieć tym samym. Sama droga prowadziła przez jakieś totalne opłotki, gdzie swobodnie biegały świnie i krowy, ludzie kąpali się na ulicy, wozy były zaprzęgnięte w muły – wszystko to tworzyło niezwykły krajobraz. Gdy w końcu kierowca zakrzyknął, że jest to nasz przystanek wszyscy zaczęli nam pokazywać gdzie mamy iść, bo jak się okazało czekał nas jeszcze prawie dwukilometrowy spacer przez środek tak naprawdę nie wiadomo czego… Wszystko co mijaliśmy pozornie wydawać by się mogło brzydkie i nieciekawe, było jednak tak inne od wszystkiego co do tej pory widzieliśmy, przez co fascynujące i ekscytujące, no i mieliśmy okazje otrzeć się o autentyczne życie tubylców. Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy. Jadąc taksówką, jak robią to standardowo turyści, nie zobaczylibyśmy tego wszystkiego – była jeszcze jedna wartość dodana – koszt biletu który wyniósł tylko 1000 kyatów (1 $) za naszą dwójkę. Warto podkreślić, że chociaż nie minęliśmy po drodze żadnego turysty czuliśmy się cały czas bardzo bezpiecznie.

Amarapura-pick-upAmarapuraAmarapuraAmarapuraAmarapuraAmarapuraGdy dotarliśmy na miejsce, jak to zwykle bywa w miejscach znanych z pocztówek, powitał nas tłum turystów i mnóstwo autokarów. Most największe wrażenie robi o zachodzie słońca, pojawia się wtedy jakaś niesamowita, trudna do opisania magia, którą wszyscy chcą uchwycić na zdjęciach, a gdy jeszcze uda nam się złapać przechodzącego mostem mnicha (których tam nie brakuje) powstaje cudowne zdjęcie. Zachód słońca można też podziwiać z jeziora wynajmując jedną z wielu łodzi przy moście. Bez wątpienia U Bein Bridge to obowiązkowy punkt pobytu w Birmie, wart swojej sławy i pozostaje w pamięci na zawsze.

U-Bein-BridgeU-Bein-BridgeU-Bein-BridgeLake-TaungthamanLake-TaungthamanNie mieliśmy żadnego planu na drogę powrotną i musieliśmy improwizować co nie było jednak żadnym problemem bo już pierwsza, zagadana przez nas osoba pomogła nam znaleźć transport. Po chwili oczekiwania pojawił się energiczny kierowca, który nie znał słowa po angielsku, a do tego nie za bardzo wiedział jak trafić do naszego hotelu, ale zupełnie nie był tym faktem onieśmielony. Po drodze zatrzymywał się trzy razy i pytał o drogę przechodniów, a skończyło się tak, że to my z naszym GPSem poprowadziliśmy go do celu. Jeżeli chodzi o kierowców to prowadzą ostro, szybko, wjeżdżają na skrzyżowania na czerwonym, samochody sprawiają wrażenie pozbawionych resorów. Nasz szofer kompletnie nie przejmował się tym, że turlamy się po całej pace jak worki ziemniaków i dociskał gazu żeby po chwili z impetem przyhamować. Dzięki temu podróż była ekscytująca i pełna adrenaliny, chociaż mało przyjemna… Na koniec nasz driver skasował nas za tą atrakcję 10 tys. kyat (10 $).

pick-up-taxi-AmarapuraInformacje praktyczne:

transport lotnisko – centrum Mandalay – darmowy shuttle bus od Air Asia

pick-up nr 8 Mandalay – Amarapura – 500 kyat/osoba

wynajęcie łodzi na jeziorze Taungthaman w Amarapura – 5000 kyat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>